Rano jem ?niadanie (8 LE - bób, pita, bia?y serek, d?em, dziwne warzywa; herbata z mlekiem - 1,5 LE; cola - 2 LE). Oko?o 11 mijamy Abu Simbel - widok z jeziora jest naprawd? niesamowity. Pozwalaj? nam nawet stan?? tu? przy mostku, gdzie widok jest najlepszy. Biali, którzy p?yn? razem z nami, s? cz?sto naprawd? dziwni, np. para Francuz i Niemka z dzieckiem (sprzedali wszystko i jad? na po?udnie Afryki), para na motocyklu. Oko?o 13.30 stajemy przy granicy (wyznaczonej na jeziorze przez p?ywaj?ce beczki i lin?), jedna motorówka zabiera egipskiego policjanta, potem nast?pna przywozi suda?skich. Oko?o 17 przybijamy wreszcie do Wadi Halfy - jeste?my w Sudanie.
Sudan
08.10.2002 r. Po przyp?yni?ciu do Wadi Halfy okazuje si?, ?e musimy wype?ni? jeszcze jakie? papiery, co zajmuje nam d?u?sz? chwil?. Wreszcie wychodzimy na l?d. Po przej?ciu przez cz??ciowo zatopione, betonowe molo udajemy si? do budynku, gdzie odbywa si? odprawa. P?acimy op?at? wjazdow? (250SD=11LE) i przechodzimy bez problemów przez odpraw? celn? (celników ciekawi?o w?a?ciwie tylko to, czy mamy alkohol lub kamer? wideo). Tu? za wyj?ciem oblegaj? nas cinkciarze - wymieniam troch? pieni?dzy (1USD=250SD). Przejazd pick-up'em do miasta to wydatek 500 SD. Znajdujemy hotel za 700 SD od osoby za noc. Standard hotelu raczej nie jest najwy?szy, pokoje nie maj? pod?ogi, tylko piasek, ale tak tu jest wsz?dzie. Zostawiamy baga?e i idziemy obejrze? miasto.
Próbujemy dowiedzie? si? czego? o autobusie do Dongoli, ale nie jest to proste. Mamy nawet propozycj? wynaj?cia taksówki za jakie? koszmarne pieni?dze. Najprawdopodobniej autobus odchodzi jutro o 16.00. Znajdujemy dobrze zaopatrzony sklepik, sprzedaj?cy g?ównie artyku?y importowane z Egiptu - cola 100 SD, du?a woda - 200 SD. Powoli orientujemy si? w miejscowym, zawik?anym, systemie monetarnym. Otó? teoretycznie wszystko jest proste - waluta to dinar (SD), dziel?cy si? na 100 piastrów. Jednak, chocia? nowa waluta obowi?zuje ju? ponad 10 lat, to praktycznie wszyscy licz? w funtach suda?skich (1 dinar to 10 funtów). Na dodatek cz?sto ceny podaje si? w setkach dinarów, np. 1000 dinarów to 10 dinarów. Banknoty 50- i 100-dinarowe maj? swoje skrócone, slangowe nazwy. Po?apa? jest si? naprawd? ci??ko.
Po zrobieniu zakupów postanawiamy co? zje??. Wybór nie jest zbyt du?y - foul (rozgotowany bób, rozdrobniony na miazg? butelk? po coli, cz?sto z robakami), ryba (z jeziora, ca?kiem dobra - 250 SD). Przy ka?dej "restauracji" jest z regu?y pani "herbaciarka", u której mo?na kupi? ró?nego rodzaju herbaty lub kaw? (25-50 SD). Siedzimy do?? d?ugo, rozmawiamy z moim kompanem z kabiny (Chilijczyk czeka na swój autobus). Atmosfera jest bardzo fajna. Jednak ju? oko?o 9 wieczorem wszystko zaczyna si? wyludnia?, wi?c i my wracamy do hotelu. Okazuje si?, ?e w naszym pokoju jest zaduch, a tak?e mnóstwo mrówek i robaków. Idziemy wi?c w ?lady innych go?ci hotelu i wystawiamy ?ó?ka na zewn?trz. ?azienki s? do?? czyste, cho? proste (wybetonowana komórka i plastikowy pojemnik z wod?), toalety niestety ju? tak czyste nie s?. W nocy mocno wieje ciep?y wiatr, nios?c piasek.