Strona główna
Strona główna
Opowieści
Opowieści
Dobre rady
Dobre rady
Galeria
Galeria
Recenzje sprzętu
Recenzje sprzętu
Konkurs
Konkurs!
Odsyłacze
Odsyłacze
Kontakt
Kontakt
Szukaj
Borżawa, Gorgany, Czarnohora - Dziennik podróży
Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

Czwartek Bagno - Strunczul - Busztuł - Kieputa - Bert

Walka z krzalem
Ale ja raz jeszcze powtórzę: kiedy powiadam "góra", oznaczam przez to górę dla tego, kto się krwawił o kolczaste zarośla, kto obsuwał się w przepaście, oblewał się potem czepiając głazów, zrywał kwiaty i na grzbiecie górskim oddychał pełną piersią.

Gdy docieramy do głównego grzbietu Karpat, mgła całkowicie już spowija okolicę. Mimo to nastawiamy się na przyjemny spacer grzbietem, znaczonym przedwojennymi słupkami granicznymi (tędy w dwudziestoleciu przebiegała granica polsko-czechosłowacka, a tuż przed wybuchem wojny polsko-węgierska). Dobrze wydeptany płaj wśród rzadkiej i karłowatej kosówki z czasem jednak przeradza się w tunel. Zrazu kluczenie w bujnej kosodrzewinie przysparza nam sporo pionierskiej radości, jednak po jakiejś godzinie sytuacja przestaje być zabawna. Krzal się zagęszcza, z nielicznych odsłoniętych miejsc i tak widać tylko mgłę. Całą naszą ufność pokładamy więc w regularnie pojawiających się słupkach, których numery pozwalają nam dokładnie znaleźć obraz naszego położenia w odwzorowaniu teren > mapa. W pewnym momencie spostrzegamy, że dawno już nie widzieliśmy żadnego z naszych kamiennych przewodników a i płaj wśród kosówki jakoś zniknął. Zaczyna się walka z krzalem. Czasem depcząc sprężyste gałęzie, czasem siłując się z ich odginaniem przedzieramy się powoli w kierunku, który tylko z grubsza można uznać za słuszny. Sytuacja przypomina koszmarny sen, trudno jest nam nawet wyobrazić sobie, że na świecie może istnieć coś oprócz kosówki zatopionej w głuchej mgle. Na szczęście podobieństwo do snu jest pełne i potwornie zmęczeni budzimy się gdzieś na wschodnich zboczach Berta. Szybko tracimy wysokość i rozbijamy się w pierwszym dogodnym miejscu, nie zważając na stada wszechobecnych muszek.

Piątek Bert - Łopuchow - Droga Legionów - Przełęcz Legionów

My w przeciwnym kierunku
Po pokonaniu bocznego grzbietu Berta, schodzimy stromym zboczem do doliny Bertanki. W przeciwieństwie do polskich Bieszczadów, tutaj używa się jeszcze kolejki do zwożenia drzewa. Nam niestety nie udaje się tego wykorzystać. Drepcząc po podkładach docieramy do osady drwali. Tutaj skręcamy w dolinę potoku Płajska, mającą nas zaprowadzić pod Przełęcz Legionów. Uznajemy, że tory nie są stworzone dla ludzi i nie bacząc na tubylców, dziarsko pchających drezynę, wybieramy drogę. Po kilkuset metrach okazuje się to jednak poważnym błędem. Podczas gdy miejscowi znikają za zdrowyzontem, my stajemy przed alternatywą przeprawy przez rwący strumień lub powrotu do miejsca, gdzie zeszliśmy z torów. Szczęśliwie w poprzek strumienia leży potężna kłoda. Balansując z ciężkimi worami na plecach, 80% wycieczki dociera szczęśliwie na drugi brzeg, 20% wybiera jednak przeprawę w bród.

Nam, ludziom skażonym zachodnią cywilizacją konsumpcyjną, trudno jest sobie wyobrazić, jak możliwe jest wędrowanie bez posiadania całego tego sprzętu jaki w ciągu ostatnich paru lat pojawił się w naszych sklepach. Wybierając się w góry na rowerze, na pewno staralibyśmy się najpierw kupić odpowiednio wytrzymały pojazd na grubych oponach, z co najmniej kilkunastoma przełożeniami, wyposażony w pojemne sakwy i wszystko to, co wydaje się nam niezbędne. Że jednak górska turystyka rowerowa jest możliwa także bez tego postępu technologicznego, przekonujemy się po skręceniu w nie używaną odnogę torów. Spotykamy tu bowiem trzech ukraińskich rowerzystów, dzielnie prowadzącyh przez błoto swoje ukrainopodobne rumaki, objuczone ze wszystkich stron różnymi tobołkami. Prostota tej konstrukcji sprawia, że ich jedynym zmartwieniem jest dotarcie torami do drogi, gdzie będą mogli wskoczyć na siodełka i pomknąć dalej nie bojąc się zniszczyć żadnego drogiego osprzętu.

W pewnym momencie schodzimy z torów na błotnistą drogę. Tędy, przed ponad osiemdziesięciu laty, mozolnie budując drogę dla ciężkiego sprzętu, podążała ku Polsce II Brygada Legionów. Dobrze jeszcze miejscami zachowaną drogą docieramy do Przełęczy Legionów, na której wyróżnia się wysoki krzyż, upamiętniający działania legionistów. Teren dookoła nosi ślady umocnień z czasów I wojny. W jednym z palenisk pozostawionych przez często obozujących tu wędrowców znajdujemy datowane na te lata łuski.

Sobota Przeł. Legionów - Pantyr - Bratkowska - Przełęcz Okole

Słupek nr 1 na Pantyrze
Jako pierwszy etap wędrówki przewidziane jest zdobycie Pantyru. Dochodzimy doń łagodnym podejściem wśród lasu, kierując się słupkami. Zalesiony i słabo widoczny szczyt wyróżnia się jednym z dwóch zachowanych w Gorganach słupków nr 1, z wyrytymi godłami Polski i Czechosłowacji.

Schodzimy prawie dwieście metrów na przełęcz. Teraz przed nami ciężka próba - wejście na Bratkowską. Płaj prowadzi ostro pod górę. Po dłuższym czasie wychodzimy z lasu, jednak o widokach nie może być mowy. Całą okolicę spowija gęsta mgła, którą bardzo rzadko przerzedza podmuch wiatru, odsłaniając jedynie strome zbocza. Zmęczenie i zbliżający się wieczór zachęcają nas do rozbicia obozu, problemem jednak jest brak wody i nadziei na rychłe jej znalezienie. Łoimy dalej. Omijając kilka szczytów zdobywamy Bratkowską, pooraną okopami, w których walają się resztki zasieków. Gdybyśmy przybyli tu w słoneczny dzień, czekałaby nas nagroda w postaci widoków na Gorgany, Świdowiec i Czarnohorę. Tym razem mamy jedynie możliwość rozwinąć wyobraźnię. Bez żalu zaczynamy schodzenie, kierując się mniej więcej na przełęcz Okole. Szybko tracimy tak ciężko zdobytą wysokość, spadając w ciemną gęstwinę lasu. Zapada ciemność, a nachylenie terenu wciąż nie rokuje nadziei znalezienia miejsca na obóz. Jedyne co trzyma nas przy życiu to dające się niekiedy słyszeć dzwonki i beczenie owiec, zwiastujące bardziej przyjazną okolicę. Kiedy ubłoceni, zmęczeni i zziębnięci znajdujemy wreszcie źródełko, a kawałek dalej trochę płaskiej powierzchni, jest już kompletnie ciemno.


Do początku

Poprzednia strona
 ...2 3 4 5 6 7 8 9 10 
Następna strona

Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

O tych krajach: Ukraina - Rumunia Ukraina 8 dni objazd + 8 dni wypoczynek   Pozostałe...
Tych autorów: Targ wielbłądów w Rijadzie Madain Salih - saudyjska Petra Arabia Saudyjska   Pozostałe...

Opracowanie: Karol Łuszczyk, Katarzyna Łuszczyk

Autorzy zapraszają na stronę: http://www.galeria-inspiro.pl
Bardzo chętnie zamieścimy Państwa opowieść.
Wszystkie opowieści i uwagi prosimy kierować pod naszym adresem.
redakcja@tramp.travel.pl
Ostatnie uaktualnienie: 1998-11-11