
Przewodniczący Mao i Plac Tiananmen
Ponieważ Plac Tiananmen jest sercem Pekinu, stąd 1/3 obecnych na nim ludzi to wojskowi i tajniacy. Z bramy po ojcowsku spojrzy na ciebie wielki portret Mao, na środku placu możesz odwiedzić jego Mauzoleum (do 11 rano, wstęp wolny). Z głośników słychać muzykę typu patriotyczno-optymistycznego, aczkolwiek do optymizmu tu daleko. Jeśli przyjrzysz się uważnie, to zobaczysz, że na palcu zawsze są dwa policyjne samochody, do których co najmniej raz dziennie kogoś się szybko prowadzi. Poza turystami mało kto ma torby - na wszelki wypadek są rewidowane, więc miejscowi wolą nosić przeźroczyste reklamówki. Niby nic się nie dzieje, niby wszystko w porządku, ale gdy z głośników dumny spiker powie iż Plac może pomieścić milion ludzi naraz, przypominają się wypadki sprzed kilku lat. Dlatego chyba władza zadbała, aby się ten milion raczej tu nie zbierał i aby nie dać pretekstu, na palcu nie ma ani jednej ławki. Jeśli w Pekinie podejdzie do ciebie rozpromieniony student (albo kilku) to stawiam dolary przeciw orzechom iż studiuje sztukę. I masz niewiarygodne szczęście, bo oto właśnie dziś jest ostatni dzień wystawy prac jego szkoły (nauczyciela, klasy). Nie musisz kupować - tylko wejdź rzucić okiem. Pierwszy raz uodporni cię na następne. W miejscach turystycznych typu Zakazane Miasto czy też Plac czeka cię ok. 4-10 zaproszeń dziennie. Nie irytuj się. W porównaniu z Indiami to przecież naprawdę nic. Bądź miły i uprzejmy - oni przecież próbują uczciwie zarobić pieniądze. Nie są nachalni i natrętni, co warto uszanować i nie obrażając nikogo np. powiedzieć że nie interesuje cię malarstwo. Albo z uśmiechem wyznać, że odwiedziłeś już trzy wystawy i na razie masz dosyć. Zrozumieją. Poza tajniakami to jedyni ludzie, którzy naprawdę dobrze mówią po angielsku.
Leshan - Wielki Budda i pan Yang
Z Chonquingu docieramy autobusem do Leshan. Tu opadają nas naganiacze proponujący przeróżne hotele, wybieramy rikszarza, który za 5Y dowozi nas do hotelu Taoyuan Binguan. Za dwójkę z łazienką płacimy 80Y i po długim wertowaniu słownika angielsko-chińskiego i machaniu rękami przez obie strony ustalamy iż w hotelach poza Pekinem gorąca woda bywa dopiero od 19-20 i jest do 8 rano. W rzeczywistości (choć LP twierdzi inaczej) z hoteli w mieście nie da się zobaczyć Da Fo, czyli Wielkiego Buddy (71 metrów wysokości). To jedyny powód dla którego ludzie w ogóle do Leshan przybywają. Aby zobaczyć Buddę trzeba się promem (2Y) sprzed hotelu Taoyuan Binguan (niewielki port) przedostać na drugi brzeg rzeki, gdzie płaci się najpierw za wstęp na teren pełen świątyń (za wstęp do nich nie pobiera się dodatkowych opłat), następnie po przejściu kamiennego mostu płaci się 40 Y za wstęp do Wielkiego Buddy. Rzeźba warta jest zobaczenia, na całą trasę trzeba przeznaczyć min. 4 godziny. Powrót łodzią za 1 Y z powrotem do Leshan.
LP wspomina o panu Yang (bardzo dobrze mówi po angielsku), właścicielu Yang Restaurant. Oferuje całodzienne wycieczki po okolicy w cenie 120 Y od osoby. W programie zwiedzanie fabryki makaronu, wstęp do typowych chińskich domów, sklep z herbatą (można kupić), przedszkole, wypisanie przez kaligrafa naszego imienia i życzeń po chińsku (pierwsze bezpłatnie, kolejne za 20Y), zwiedzanie nielicznej ocalałej tradycyjnej zabudowy w pobliskim miasteczku, spacer po targu, odwiedziny w szkółce roślin i obiad. W sumie nie żałowałyśmy, bo bez przewodnika w te miejsca trafić trudno, choć podana cena do tanich nie należy i można dyskutować nad wartościami edukacyjno-poznawczymi takiej wycieczki. Pan Yang może też pomóc w organizowaniu wycieczki do Emei Shan - ale ile to może kosztować i czy warto - nie wiem, na pewno jest to alternatywa dla osób lubiących mieć miejscowego przewodnika. Wreszcie - pan Yang jest przedstawicielem biura turystycznego organizującego rejsy po Jangcy i w cenie II klasy (684Y), może sprzedać kabinę klasy pierwszej. Reszta klas sprzedawana jest wg normalnej taryfy.

Emei Shan - góry pagód i lekcja w szkole
Na zdjęciu wyglądają bajkowo. Postrzępione skaliste szczyty a na nich pagody. Jak to jest w rzeczywistości - trudno nam powiedzieć, bo kiedy tu byłyśmy panowała koszmarna mgła. Ponieważ te góry są zachwalane jako klejnot chińskich pejzaży, to i odpowiednio do tego wycenione. Wstęp do pagód (każdej z osobna) to wydatek rzędu 6-8Y. A świątyń sporo. Może nie do każdej trzeba wchodzić? Wstęp na teren gór: 70Y. Noclegi w pagodach (dormitoria dla pielgrzymów) podobno od 20-30 Y, w hotelach chyba podobnie. W miasteczku na dole Baoguo za pokój (dwójka z łazienką) zapłaciłyśmy 80Y. Miasteczko przypomina klimatem Zakopane z główną ulicą - wschodnimi Krupówkami. By tu dotrzeć z Leshan jedzie się ok. 1 h autobusem do Emei Town, skąd minibusem (5Y za 3 osoby) do Baoguo. Dopiero stąd można udać się w góry - przez trzy dni można je przejść odwiedzając najciekawsze miejsca (i pamiętając, by na ich zobaczenie odłożyć gotówkę). Ponieważ miasteczko jest małe nie ma tu banku, pieniądze wymienia tylko jeden hotel - Emei Hotel.
LP podaje Teddy Bear Guesthouse jako miejsce spotkań trampów. My spotkałyśmy tam nauczyciela angielskiego (ale innego niż wymieniony w LP), który zaprosił nas do szkoły, na lekcję konwersacji. Zaryzykowałyśmy, mimo iż była to niedziela, 8 wieczór. Szkoła była pełna uczniów! Trudno było nam ustalić jak wygląda tutejszy system lekcyjny (nauczyciel mówił dużo, ale mało zrozumiale i konkretnie). Pokazywane przez nas zdjęcia naszej rodziny i pocztówek z Polski wzbudziły entuzjazm. Na wypadek takich właśnie spotkań warto zabrać ze sobą trochę obrazków z domu.