Strona główna
Strona główna
Opowieści
Opowieści
Dobre rady
Dobre rady
Galeria
Galeria
Recenzje sprzętu
Recenzje sprzętu
Konkurs
Konkurs!
Odsyłacze
Odsyłacze
Kontakt
Kontakt
Szukaj
Warto się zorientować
Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

Marzysz o egzotycznej podróży do Chin, ale przeraża Cię wizja niebezpieczeństw i niewygody? Południowe Chiny to zupełnie inny świat, prawie europejskie klimaty, przyprawione szczyptą Orientu. Tylko tutaj zobaczysz romantyczną architekturę byłych kolonii, góry jak z chińskiej makatki i zielone wyspy, które urodą nie ustępują japońskim, a można je zwiedzić nie wydając fortuny.

Na lotnisku w Hongkongu nie tylko bagaż, ale i sam podróżny zostaje prześwietlony na wylot. Nikt nie umknie oku specjalnej kamery, która wyłapuje z tłumu osoby z gorączką. To echo epidemii SARS, która rok temu, jak na ironię, zaczęła się właśnie tutaj w jednym z najbardziej higienicznych miast Azji. Na tutejszych ulicach nie zobaczysz najmniejszego papierka. Przez cały dzień całe zastępy czyścicieli przy pomocy rozmaitych urządzeń pucują najmniejszy skrawek asfaltu. W urzędach i sklepach wiszą dozowniki z bakteriobójczym płynem do dezynfekcji rąk. Widok biznesmena spieszącego do pracy w maseczce na twarzy nie jest czymś niezwykłym. Za to zakatarzony turysta wywołuje nieskrywane obrzydzenie. Przekonałam się o tym, podróżując po południowych Chinach w sezonie grypy.

Azjatyckie Monaco

Hongkong to miasto wieżowców, które przyprawiają o zawrót głowy. Wysokie ceny gruntów w byłej kolonii zachęcają inwestorów do konstruowania drapaczy chmur . Tutaj wszyscy mieszkają i pracują w blokach. Jeśli chcesz zatrzymać się w pensjonacie, prawdopodobnie znajdziesz go na ostatnim piętrze budynku mieszkalnego. Największe drapacze chmur znajdują się na wyspie w dzielnicy Central, siedzibie rządu i banków. W tej części miasta można poczuć się jak na Manhattanie. Mrok zapada wcześnie, gdy tylko słońce skryje się za wierzchołkami budynków. A wtedy wyłania się drugie oblicze miasta: raj zakupoholików. Całe miasto jest wielką strefą wolnocłową, w której można kupić dowolne produkty: ubrania, sprzęt elektroniczny albo turystyczny. Wszystko przynajmniej o połowę taniej niż w Polsce. Południowa część półwyspu Kawloon, ze znaną ulicą Tsim Sha Tsui, słynie z niezliczonej ilości sklepów, w których od nadmiaru towaru można stracić głowę. Mekką elegantek o bardziej wyrafinowanych gustach jest wyspa Hongkong. Takiego skupiska ekskluzywnych domów towarowych i firmowych butików światowych projektantów próżno szukać w Mediolanie czy Paryżu. Chinki uwielbiają modę, a jeśli mieszkają i pracują w Hongkongu, to mają pieniądze, żeby je wydawać. W pełnej japońskich domów towarowych dzielnicy Causeway Bay buszować po sklepach można jeszcze długo po północy. Jasno oświetlonymi ulicami przelewa się tłum ludzi i samochodów. W ulicznej garkuchni można szybko coś zjeść i z powrotem rzucić się w wir zakupów. Na amatorów nocnego życia czekają niezliczone restauracje, dyskoteki i puby. Nocne oblicze miasta można podziwiać ze szczytu Victoria Pick, na który wjeżdża się zębatą kolejką. Widać stąd całą wyspę najeżoną wieżowcami, z których większość powstała w latach 90. Aż trudno sobie wyobrazić, że jeszcze w latach 30. ubiegłego wieku najwyższym budynkiem na wyspie była anglikańska katedra św. Jana. Teraz wydaje się niepozorna jak wiejski kościółek.

Kura, której nie wolno zabijać

Kolonialna historia Hongkongu zaczęła się w czasie wojen opiumowych w połowie XIX wieku. Imperium brytyjskie odebrało wtedy Chinom Kowloon - południowy cypel stałego lądu i wyspę leżącą naprzeciw. W końcu wieku dołączyły do nich wydzierżawione obszary tzw. Nowych Terytoriów i 235 okolicznych wysp. Gdy w 1997 roku cały obszar Hongkongu wrócił do Chin, wielu mieszkańców wyjechało. Ci, którzy zostali, czują, że siedzą na bombie z opóźnionym zapłonem. W 2034 roku przestanie obowiązywać traktat gwarantujący byłej kolonii status specjalnej strefy ekonomicznej, a wtedy, jak obawiają się mieszkańcy, chiński rząd może chcieć zdusić ducha przedsiębiorczości. Na razie jednak była kolonia jest jak kura znosząca złote jaja, której nie warto zabijać. To prawdziwe państwo w państwie. Obowiązuje w nim odrębna waluta, system edukacyjny i lewostronny ruch uliczny. Wpływów brytyjskich można dostrzec znacznie więcej. Urzędnicy posługują się nienaganną angielszczyzną, po ulicach mkną piętrowe tramwaje i autobusy, a w domowych łazienkach są osobne krany z zimną i ciepłą wodą. Hongkong jest pełen sprzeczności. Nowoczesność miesza się z tradycją w niepowtarzalny sposób. W cieniu drapaczy chmur można znaleźć kolorowe chińskie targowiska, uliczne jadłodajnie z wystawami obwieszonymi pieczonym mięsiwem i 600-letnie, pachnące kadzidłami świątynie. Wystarczy przejechać kilka przystanków miejskim autobusem, by po drugiej stronie wyspy znaleźć zaciszne plaże i porty pełne malowniczych dżonek, na których mieszkają całe rodziny rybaków. W starej rybackiej wiosce Stanley, z dala od wielkomiejskiego gwaru, angielscy finansiści sącząc piwo pod palmą rozkoszują się widokiem zatoki i położonych w jej pobliżu górzystych wysepek. Gdyby nie ciężkie powietrze i zakazy kąpieli, można poczuć się jak na Karaibach.

 1 2 3 
Następna strona

Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

O tych krajach: Azja - relacja Chińczycy podpatrywani z roweru Chiny   Pozostałe...
Tej autorki: Mongolia. Kraj kobylim mlekiem płynący Mongolia - Informacje praktyczne

Tekst: Katarzyna Gryniewicz
Bardzo chętnie zamieścimy Państwa "dobre rady".
Wszystkie "rady" i uwagi prosimy kierować pod naszym adresem.
redakcja@tramp.travel.pl
Ostatnie uaktualnienie: 2005-01-18