Strona główna
Strona główna
Opowieści
Opowieści
Dobre rady
Dobre rady
Galeria
Galeria
Recenzje sprzętu
Recenzje sprzętu
Konkurs
Konkurs!
Odsyłacze
Odsyłacze
Kontakt
Kontakt
Szukaj
Wyprawa rowerowa Szwecja'99
Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

Dziennik podróży

Uczestnicy wyprawy: Piotr Karwaczyński i Piotr Kryszk

Niedziela, 1 sierpnia

21.05

Przed chwilą ruszył pociąg, którym dojadę z Ostrołęki do Olsztyna. Rower zostawiłem na końcu ostatniego wagonu. Sam siedzę nieco dalej, a to z powodu oświetlenia. Gdy w całym wagonie rozbłysły światła, u mnie rozległ się okropny pisk i nadal panowała ciemność. Każdy normalny człowiek wytrzymałby tam jakąś minutę. Ja wytrzymałem cztery.

23.10

Światło działa - przestało piszczeć, ale siedzę tam, gdzie siedziałem. Nie mam zamiaru oddychać dymem

papierosowym jakiegoś gościa, który siedzi w pobliżu mojego roweru. Obok śpi konduktor, więc mam nadzieję, że ten pierwszy nie dobierze się do moich sakw.

Za godzinę Olsztyn i przesiadka na pociąg do Gdyni. Tam jestem umówiony z Piotrkiem przy kasie nr 1. Chyba na każdym dworcu jest taka. Od razu (po serdecznym powitaniu oczywiście) musimy sprawdzić, czy jego palnik pasuje do mojego pojemnika z gazem. Przez telefon prosił mnie o zmierzenie gwintu, ale w mojej butli jest tylko duży otwór bez gwintu. Mam nadzieję, że przez następne 2 tygodnie nie będziemy musieli gotować na ognisku.

Poniedziałek, 2 sierpnia

4.35

W Szczytnie dosiadło się dwóch gości. Zamierzają jechać autostopem przez Szwecję do Norwegii i może Finlandii. Szybko się zgadaliśmy - przecież będziemy płynęli tym samym promem.

Teraz siedzę w Gdyni, czekam na Piotrka. Arek i Konrad poszli szukać kantoru, bo te na dworcu mają złodziejskie ceny - szwedzka korona (SEK) po 49 groszy. Parę dni temu kupowałem po 46. Tak właściwie o znajomych z pociągu też można by długo opowiadać. Arek jeździł kiedyś stopem po Szwecji, rok temu dojechał do Portugalii. Konrad jeździł po Polsce, ale też opowiadał niesamowite historie, np. podróż po Mazurach ze śpiworem, 3-dniowy deszcz i suszenie się przy ognisku, spanie w jakiś bunkrach i szałasach...

Jadą na jakiś miesiąc, a kasy mają tyle co ja (trochę ponad tysiąc SEK). Konrad jest optymistą i twierdzi, że to wystarczy - "mamy bowiem źródło utrzymania" - powiedział i wskazał wzrokiem na gitarę.

7.55

Siedzimy na dziewiątym pokładzie. Do startu jeszcze godzina. Palnik oczywiście nie pasował. Mam nadzieję, że Arek i Konrad odkupią ten nieszczęsny pojemnik - mają palnik, ale bez gazu. Palnik Piotrka jest produkcji szwedzkiej, więc może tam dostaniemy tani gaz.

12.20

Pomyłka. To był pokład nr 10. Przez te parę godzin zdążyłem się kilka razy przespać, iść do sklepu, na stołówkę, do restauracji, dyskoteki - a na koniec się zgubiłem. Widoki są wspaniałe - gdzie nie spojrzę, tam widzę Bałtyk. Tak szczerze, to byłem pod wrażeniem przez pierwsze 10 minut, teraz się okropnie nudzę. Piotrek śpi na ławce przy stoliku. Idę na dziób.

13.10

Piotrek wciąż śpi. Na dole spotkałem Arka i Konrada. Na statek dostali się bez biletów. Zapłacili Litwinom po 25 zł za to, że ci zamelinowali ich w swoim samochodzie. Za samochód płaci się tyle samo, niezależnie od liczby pasażerów. W ten sposób obie strony są zadowolone. Poznali mnie z młodym Czechem i wspólnie poszliśmy do restauracji, w której stał duży biały fortepian. Szef lokalu pozwolił Arkowi pograć. On grał, a my zajęliśmy miejsca przy stolikach i słuchaliśmy. Normalnie od razu padłoby pytanie "co podać", ale tym razem się udało. A ceny tam są takie, że gdy nie ma się 50 zł, to nie warto nawet zaglądać.

17.50

Po raz pierwszy od paru godzin za burtą widzę coś innego niż wodę, a mianowicie malutką skalną wysepkę, a na niej latarnię. Gdzieś na horyzoncie pokazuje się ląd - to Szwecja!

22.40

Gdy tylko zeszliśmy z promu, czekała nas odprawa celna. Kilka pytań dotyczących zasobności naszych portfeli, celu podróży, no i oczywiście pytanie, czy przypadkiem nie wwozimy ze sobą żywności (jest to zabronione). Przyznaliśmy się do kilku kanapek i bochenka chleba zawieszonego na kierownicy przy moim rowerze. Po całym tym cyrku musieliśmy jeszcze poczekać na Konrada i Arka. Sprzedałem im gaz za 50 SEK.

Zdali relację z własnej przeprawy przez granicę: żądano od nich pokazania pieniędzy! Po paru minutach pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w swoją stronę.

Wszystko naokoło lśni czystością, ulice szerokie, wszędzie ścieżki rowerowe, ale... No właśnie. Drogi prowadzą prosto z miasta do miasta, a ścieżki rowerowe czasem wzdłuż jezdni, czasem zbaczamy kilkaset metrów, żeby znaleźć się w jakiejś wiosce, której nie ma nawet na mapie. Trochę przez to pobłądziliśmy, więc zjechaliśmy na drogę główną i dalej już jazda po niej. Po paru kilometrach wypatrzyliśmy przydrożny parking, a że już zmierzchało, postanowiliśmy spędzić noc tutaj. Na parkingu rzecz niespotykana w Polsce: mały domek, a w nim toalety, umywalnie. Wszystko czyste, z ciepłą wodą i za darmo! Ugotowaliśmy na ognisku małe co nieco i poszliśmy spać. Jutro jazda na Olandię.

 1 2 3 4 5 6 7 8 9... 
Następna strona

Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

O tych krajach: W krainie króla lasu Estonia - via Baltica Norwegia i trochę Szwecji   Pozostałe...

Opracowanie: Piotr Kryszk
Bardzo chętnie zamieścimy Państwa opowieść.
Wszystkie opowieści i uwagi prosimy kierować pod naszym adresem.
redakcja@tramp.travel.pl
Ostatnie uaktualnienie: 2000-10-15