Strona główna
Strona główna
Opowieści
Opowieści
Dobre rady
Dobre rady
Galeria
Galeria
Recenzje sprzętu
Recenzje sprzętu
Konkurs
Konkurs!
Odsyłacze
Odsyłacze
Kontakt
Kontakt
Szukaj
Maroko
Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

Ostatecznie o 17 znaleźliśmy się w Tarudant. Tam szybko udało się nam wymienić pieniądze (banki o tej godzinie są już zamknięte, ale w centrum miasta znajduje się biuro podróży) i ruszyliśmy w dalszą drogę. Musieliśmy dostać się do Inezgane, a stamtąd do Tiznit i ostatecznie do Sidi Ifni. Nie liczyliśmy, że dostaniemy się do Sidi tego dnia, bo zrobiło się już ciemno, a droga przed nami długa. Około 19.30 wylądowaliśmy w Inezgane.

Inezgane Jest to mieścina kilkanaście kilometrów od Agadiru, będąca głównym węzłem komunikacyjnym w okolicy. Jej jedyną zaletą jest duży dworzec autobusowy. Poza tym jest nieciekawa, brudna i hałaśliwa. A na wyraźne życzenie pewnej osoby zamieszczam dobrą radę - nie zatrzymujcie się tam :-) My, niestety, musieliśmy tam zanocować, gdyż autobus, który odjeżdżał "za chwilę", jak nam powiedziano, odjeżdżał naprawdę za 1,5 godziny. Wypadało to o 21.30, więc czekanie mijało się z celem, gdyż w Tiznit wylądowalibyśmy około 23.00, czyli zbyt późno, aby szukać dobrego noclegu. Pierwszy hotel w Inezgane, do którego trafiliśmy, to Hotel Paris. Jest fajny, tani (25 dh - 2,5 USD), pokoje mają okna z romantycznym widokiem na korytarz i pewną ilość karaluchów. Następny hotel, w którym ostatecznie zanocowaliśmy, znajdował się na tej samej ulicy około 50 m dalej (wejście jest jednak od uliczki prostopadłej). Cena identyczna.

Następnego dnia wyruszyliśmy do Tiznit autobusem o 10.30 (20 dh - 1,5 USD). Tam przesiadka na taksówkę, aby po godzinie jazdy za 25 dh od osoby (2,5 USD) znaleźć się w Sidi Ifni.

Sidi Ifni Jest to miasteczko leżące nad oceanem, na wysokości mniej więcej Wysp Kanaryjskich. Posiada spory kawałek plaży i skaliste klify na północ i południe. Do roku 1969 było hiszpańskie, co od razu widać po architekturze. Jest ciche, spokojne, lekko uśpione. Niewielu turystów tutaj dociera, a baza hotelowa jest uboga. Najlepszy jest hotel Suerte Loca, ale nie jest specjalnie tani i nie zawsze są w nim miejsca - dla nas zabrakło. Hotele znajdujące się w centrum miasteczka (Wejan i Ere Nouvelle) zrobiły na nas złe wrażenie. Ostatecznie zatrzymaliśmy się w domku na kempingu. Cena była przyzwoita - 40 dh od osoby (4 USD), a mieliśmy do dyspozycji pokój z kuchnią i łazienkę na dole, a na piętrze kolejny pokój, łazienkę i taras. Dodatkowo ciepła woda i kuchenka gazowa. No i lokalizacja - mieszkaliśmy na samej plaży! Posiadanie własnej kuchni pozwoliło nam poszaleć kulinarnie - nareszcie coś swojskiego - jajecznica! Będąc nad oceanem, nie można nie zjeść ryby. Dobrym miejscem jest restauracja w hotelu Suerte Loca. Ale uwaga! Nie jesteśmy pewni, czy tak jest tylko poza, sezonem czy przez cały rok, ale gdy my tam byliśmy, obiady serwowano od godziny 19 i danego dnia było tylko jedno danie. Niekoniecznie ryba. Jeżeli ktoś jednak bardzo chciał rybę, musiał ją zamówić dzień wcześniej. W naszym przypadku zaserwowane jedzonko warte było zachodu! W Sidi znajdzie się też coś dla miłośników kurczaków i frytek. W samym centrum w rzędzie sklepików znajduje się niepozorny bar, gdzie za 20 dh (2 USD) serwują porcję kurczaka z rożna z frytkami i surówkami.

Sidi Ifni to świetne miejsce do odpoczynku po męczącej podróży. Wspaniała plaża i skalisty klif zachęcają do długich i częstych spacerów. Z drugiej strony słońce zachęca do błogiego lenistwa. Prawie cały rok utrzymuje się tutaj mgiełka, dająca przyjemny chłodek (chłodek jak na warunki tamtejszego klimatu, w Polsce pewnie nazwano by to przyjemnym upałem). Mieszkańcy miasta są mili, przyjaźni, nie nawołują do odwiedzenia ich sklepu. Wokoło unosi się lekko senna atmosfera. Spędziliśmy tam cztery przyjemnie i spokojne dni, odpoczywając po ciężkich 2 tygodniach podróżowania. Naszym głównym zajęciem było zbieranie muszli, które wyrzucało morze. Zmęczeni spacerami po plaży łapaliśmy opaleniznę i wygrzewaliśmy kości na naszym tarasie (już czuliśmy ten polski, późno-październikowy chłód). Kilka dni minęło nam niezwykle szybko i nieubłaganie zbliżał się czas powrotu.

Nadszedł dzień, gdy musieliśmy wyruszyć do Agadiru, skąd mieliśmy samolot. Drogę tę pokonaliśmy taksówką, płacąc za 4 osoby 300 dh (30 USD), choć cena urzędowa (wyraźnie wypisana na szybie) to 258 dh. Nie było szans na negocjacje - usłyszeliśmy wyraźnie, że jeżeli nam się nie podoba, to możemy jechać autobusem.

Agadir jeszcze raz

Po dwóch godzinach jazdy dotarliśmy do Agadiru. Problemem jednak okazało się znalezienie hotelu. Kierowca nie znał miasta i chyba nie umiał posługiwać się mapą. Ostatecznie kierując się mapą i dzięki pomocy fryzjera (który właśnie farbował klientce włosy) dotarliśmy do celu. Wybraliśmy jeden z hoteli przy stacji autobusowej (jest to niepozorna, wąska uliczka). Hotel był bardzo zaludniony, głównie przez karaluchy. Były ich takie ilości, że dziw, że w nocy nie wyniosły nas z łóżkami na ulicę. Każde przejście korytarzem powodowało popłoch tych miluśkich lokatorów. Teraz to jest zabawne, ale gdy wtedy biegały po stole i łóżku, zarządziliśmy dezynsekcję. Nie na wiele się jednak zdała, nadal w pokoju ganiały ich całe tuziny. Na szczęście nie spędziliśmy w tym hotelu zbyt dużo czasu, o 7 rano mieliśmy samolot, więc o 5.30 wyruszyliśmy taksówką na lotnisko. Słono nas to kosztowało, gdyż załapaliśmy się na taryfę nocną i za te 30 km zapłaciliśmy 200 dh (20 USD). W dzień cena wynosi "jedyne" 150 dh. O tej porze dnia jednak woleliśmy nie kombinować z transportem publicznym, gdyż połączenia z lotniskiem są bardzo liche. W ten oto sposób zakończyła się nasza przygoda z Marokiem. Szkoda, że tak szybko...


Do początku

Poprzednia strona
 1 2 3 4 5 6 7

Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

O tych krajach: Expedycja Mahrab Maroko - wrota Afryki Maroko   Pozostałe...

Tekst i zdjęcia: Beata i TomeK

Autorzy zapraszają na stronę: http://www.maroko2002.republika.pl
Bardzo chętnie zamieścimy Państwa opowieść.
Wszystkie opowieści i uwagi prosimy kierować pod naszym adresem.
redakcja@tramp.travel.pl
Ostatnie uaktualnienie: 2003-11-24