Strona główna
Strona główna
Opowieści
Opowieści
Dobre rady
Dobre rady
Galeria
Galeria
Recenzje sprzętu
Recenzje sprzętu
Konkurs
Konkurs!
Odsyłacze
Odsyłacze
Kontakt
Kontakt
Szukaj
Moje Indie
Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

Delhi - miejsce śmierci Mahatmy Gandhiego
Eksponaty znajdują się za niemiłosiernie brudnymi szybami. Niektóre barierki zrobione są z przewróconych krzeseł połączonych sznurkiem. Część wystawianych przedmiotów jest kompletnie zniszczona i brudna. Fotele maharadży są podziurawione, a dywany wyglądają jak szmaty do podłogi. Najśmieszniejsze są wypchane zwierzaki: wyskubany niedźwiedź i krokodyl, któremu odpadło pół paszczy. Całe muzeum jest w tak tragicznym stanie, że zapisuje się na długo w naszej pamięci jako całkowicie odmienne od wszystkich, które do tej pory widzieliśmy.

Jedziemy do Agry. Nasz pociąg ma tylko 3 godziny spóźnienia - to bardzo mało jak na tutejsze warunki. Z dworca jedziemy rykszą do hotelu Kamal. Według "Lonely Planet" jest to jedyny hotel w tym mieście, z którego widać Tadż Mahal. I rzeczywiście - z tarasu widać mauzoleum w całej okazałości.

Jest to chyba najpiękniejsza budowla, jaką do tej pory widziałem. Symbol Indii i jednocześnie symbol miłości. To właśnie zakochany do szaleństwa Shahdżahan postawił dla swojej ukochanej żony tę ogromną, zbudowaną z białego marmuru budowlę. Przy budowie tego obiektu w ciągu 22 lat pracowało 20 tysięcy ludzi. Dla siebie władca planował postawić po swojej śmierci identyczną budowlę, tylko z czarnego marmuru, bardzo blisko swojej zmarłej ukochanej. Planom tym przeszkodził mu syn, który widząc, że skarb państwa staje się pusty, pozbawił ojca tronu i osadził go w więzieniu. Każdego dnia, gdy budzę się rano, ubieram się i szybko biegnę, żeby znowu zobaczyć mauzoleum. Jest tu specyficzna atmosfera, a rano, gdy jeszcze nie ma zbyt wielu zwiedzających, czuć pewną tajemniczość tego miejsca i odrobinę romantyczności.

Po śniadaniu planujemy zwiedzanie fortu. Kelner rozkłada nakrycia na stole, kładąc różne przysmaki, a w tym banany. Nagle coś wielkiego skacze nam na stół, rozrzuca talerze, sztućce i znika z bananami. Nie zdążyliśmy nawet krzyknąć, gdy małpa - bo to ona była sprawcą tego zajścia - uciekła. Zwierzęta te uważane są za święte, więc nie mogliśmy jej nic zrobić, a poza tym - kto dogoni małpę i odbierze jej banany?!

Zwiedzamy fort w Agrze. To imponująca budowla. Zachodzimy do miejsca, skąd bardzo ładnie widać Tadż Mahal. Właśnie tu uwięziony Shahdżahan spędził siedem lat, na osłodę mając tylko piękny widok miejsca pochówku swojej żony. Okrutny syn spełnił prośbę ojca, gdy ten poprosił o złożenie swego ciała po śmierci w Tadż Mahal - u boku swojej wielkiej miłości.

W okolicy Agry jest też inna atrakcja - Opuszczone Miasto. Legenda głosi, że jeden z władców, nie mogąc przez długie lata doczekać się potomka, odbył pielgrzymkę do świętego starca, który przepowiedział mu narodziny syna. Proroctwo spełniło się, a uszczęśliwiony władca obiecał spełnić każde życzenie świętego. Prorok powiedział, że jedyna rzecz, jaka mu jest potrzebna, to spokój. Władca polecił całej ludności opuścić miasto, żeby starzec mógł zostać sam. Prawda jest bardziej prozaiczna i wszystko wskazuje na to, że w mieście zabrakło wody, więc ludzie zaczęli je opuszczać.

Wracamy już do Delhi, zatrzymując się na jeden dzień w Dżajpur, gdzie oglądamy Pałac Wiatrów i obserwatorium astronomiczne władcy, którego hobby było obserwowanie nieba.

W Delhi rozstaję się z Moniką i Kubą, którzy lecą dalej, do Tajlandii. Obiecują odwiedzić mnie w Australii. Ja zostaję jeszcze trzy dni w stolicy Indii. Oglądam Ogrody Lodich z pięknymi, choć trochę zaniedbanymi budowlami oraz mauzoleum wezyra Safdara Dżanga. Zachodzę też do Muzeum Pamięci Indiry Gandhi. Utworzono je w jej dawnej rezydencji, przy okazji pokazując eksponaty pozostałe po jej tragicznie zmarłym synu - Radżiwie. Spotykam tu także polskie akcenty. W jednej z gablot umieszczono kilka zdjęć z wizyty Indiry Gandhi w Polsce, a także pamiątkę - dekoracyjny talerz z herbami województw. Odwiedzam także Muzeum Narodowe. Kręci się w głowie od ilości eksponatów i trzeba być naprawdę specjalistą znającym się na kulturze Indii, żeby z zainteresowaniem to wszystko obejrzeć.

Docieram także do miejsca, w którym mieszkał Mahatma Gandhi. Oglądam skromne pomieszczenia i eksponaty w gablotach, pokazujące jego walkę o godność człowieka. Razem ze mną w muzeum są też inni zwiedzający, po wyglądzie których można sądzić, że są biedakami. Podobno właśnie wśród tych najbiedniejszych postać Gandhiego jest nadal popularna.

Czas wyjeżdżać z Indii. Pamiętam, jak pierwszego dnia po przylocie mało brakowało, a szybko opuściłbym to miejsce. Teraz trochę szkoda mi odlatywać. Tyle jeszcze zostało do zwiedzenia. Poznałem tylko trochę północy tego kraju, a zostało tyle miejsc na południu. Naprawdę, żeby wszystko zobaczyć, trzeba przeznaczyć przyjechać tu na kilka miesięcy, a może nawet rok. Zabieram stąd jednak coś bardzo cennego - moje wspomnienia.


Do początku

Poprzednia strona
 1 2 3 4

Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

O tych krajach: Vashisht - wioska niedaleko Manali Ladakh Autostrada do nieba, czyli Manali-Leh Highway   Pozostałe...
Tego autora: Wietnam - podróż do lat młodości Lourdes - wizyta w mieście pielgrzymów Jesień w Granitowej Krainie   Pozostałe...

Opracowanie: Waldemar Rakoczy
Bardzo chętnie zamieścimy Państwa opowieść.
Wszystkie opowieści i uwagi prosimy kierować pod naszym adresem.
redakcja@tramp.travel.pl
Ostatnie uaktualnienie: 2002-05-09