Strona główna
Strona główna
Opowieści
Opowieści
Dobre rady
Dobre rady
Galeria
Galeria
Recenzje sprzętu
Recenzje sprzętu
Konkurs
Konkurs!
Odsyłacze
Odsyłacze
Kontakt
Kontakt
Szukaj
Moje Indie
Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

Agra - Taj Mahal wśród zieleni
Kolejnego dnia wyruszamy w podróż do Varanasi, świętego miasta położonego nad świętą rzeką Ganges. Na dworcu jesteśmy znacznie wcześniej, a tłok jest straszny. Ma się wrażenie, że co najmniej połowa mieszkańców Indii wybrała się w podróż. Widać ludzi w różnych strojach, z dziećmi i masą tobołów. Część z nich koczuje tu chyba już od dłuższego czasu, bo widać rozłożone na podłodze skrawki materiałów, służące za posłanie. Z boku stoją nawet nosze z zawiniętym w płótno nieboszczykiem, którego ostatnią wolą było pewnie spalenie ciała w świętym mieście nad Gangesem.

W pociągu mamy problemy ze znalezieniem swojego miejsca. Oczywiście, cały tłum rusza do wagonów trzeciej klasy. My wykupiliśmy drugą z miejscami sypialnymi. Cały pociąg przypomina trochę skład wagonów bydlęcych, ale nie ma co narzekać. Najważniejsze, że mamy miejsca do spania. Nie zwracamy też uwagi na godzinę odjazdu, bo widać, że wszystko porusza się tu według innego zegara. W czasie podróży ledwo drzemiemy na twardych miejscach. Na którejś ze stacji słychać głośne krzyki i łomotanie do drzwi naszego wagonu. Ktoś chce się do nas dostać?! Kuba chce wstać, żeby otworzyć drzwi, ale zostaje powstrzymany przez leżącego obok Hindusa. Wstaję ze swojego łoża, bo mam już dosyć. W tej samej chwili na miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą leżała moja głowa, ląduje pokaźnych rozmiarów kamień. Szkło rozpryskuje się dookoła. Za chwilę przez wybitą szybę wpada mniejszy kamień, który lekko uderza Monikę w nogę. Trochę przerażeni chowamy się w głąb przedziału. Na szczęście pociąg rusza, a na najbliższej stacji wchodzi patrol wojskowy. Oglądają miejsce z wybitą szybą i pytają o wydarzenia. Dowiadujemy się, że to "bezrobotni studenci" usiłowali obrabować pociąg. Dobrze, że w każdym oknie są kraty, bo pewnie ci "studenci" dostaliby się do środka, mimo zamkniętych drzwi.

Do Varanasi docieramy rano i tuż po wyjściu dopada nas tłum taksówkarzy. Po długich targach z jednym z nich ustalamy cenę. Samochód jest bardzo stary i po drodze zatrzymuje się kilka razy, kierowca wówczas wysiada z niego, grzebie w silniku i… ruszamy dalej. Przez całą drogę kierowca usiłuje podnieść cenę, próbując nam wmówić, że ustaliliśmy na początku znacznie wyższą. Kłócimy się z nim ostro, w końcu nawet chcemy wysiadać. Po wielu perypetiach dojeżdżamy do miejsca, w którym postanawiamy przenocować.

Schodzimy jedną z gath nad brzeg Gangesu. Jest wcześnie rano, więc jest to głównie czas ablucji w rzece. Ludzie wchodzą do wody, zanurzają się odmawiając w tym czasie formułki modlitw. Miejsca do rytualnych kąpieli są oddzielne dla mężczyzn i dla kobiet, istnieje także podział kastowy, nie zawsze dla nas dostrzegalny. Ludzie przybywają tu z najdalszych stron Indii, żeby dokonać religijnej kąpieli, a marzeniem każdego Hindusa jest to, żeby po śmierci jego ciało zostało spalone właśnie tu, a prochy wrzucone do Gangesu.

Cały brzeg zabudowany jest hinduskimi świątyniami z różnych okresów, ale zarówno starsze, jak i młodsze jednakowo obsuwają się do rzeki. Kilka z nich zanurzona jest nawet do połowy w wodzie. Widać na powstrzymanie tego procesu nie ma pieniędzy. Samo Varanasi nie okazuje się jednak tak ciekawe, jak nam opisywano. Jest strasznie brudne. Szczególnie przeszkadzają nam odchody, które spotyka się na każdym kroku, na każdej ulicy i chodniku.

Wynajmujemy łódź z wioślarzem, żeby popływać po Gangesie i zobaczyć święte miejsca od strony rzeki. Podpływamy powoli pod miejsca, gdzie palone są zwłoki zmarłych. Robi to na nas niesamowite wrażenie, a zwłaszcza rozluźniona atmosfera, która niczym nie przypomina naszego pogrzebu. Kolorowe ubrania, głośne rozmowy, muzyka i psy wyjadające resztki. Kto wie, może nawet ludzkie?! Tłum gapiów patrzy na to wszystko, ktoś w tym czasie sika, inny głośno krzyczy, a dzieci biegają i bawią się wesoło, dlatego też leżące czy płonące dziesiątki zwłok nie robią na nas przygnębiającego wrażenia.

Jedziemy rykszą do fortu. Kierowca to prawdziwy wariat. Lawiruje pomiędzy ogromną masą samochodów, rowerów, ryksz, ludzi i zwierząt z ogromną wprawą. Serca mamy w przełyku! Ciekawy jest przejazd przez most pontonowy, po bardzo nierównej, drewnianej nawierzchni z dużą prędkością. Fort jest bardzo zniszczony i zaniedbany. Zwiedzamy mieszczące się w nim muzeum. Już dawno się tak nie ubawiliśmy. Po wejściu do pierwszej sali myślimy, że to jakieś złomowisko. Stoi w nim kilka brudnych, zniszczonych samochodów należących kiedyś do maharadży. Widok jest tragikomiczny. Pomieszczenia wyglądają jak zagrzybione piwnice.


Do początku

Poprzednia strona
 1 2 3 4 
Następna strona

Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

O tych krajach: Vashisht - wioska niedaleko Manali Ladakh Autostrada do nieba, czyli Manali-Leh Highway   Pozostałe...
Tego autora: Wietnam - podróż do lat młodości Lourdes - wizyta w mieście pielgrzymów Jesień w Granitowej Krainie   Pozostałe...

Opracowanie: Waldemar Rakoczy
Bardzo chętnie zamieścimy Państwa opowieść.
Wszystkie opowieści i uwagi prosimy kierować pod naszym adresem.
redakcja@tramp.travel.pl
Ostatnie uaktualnienie: 2002-05-09