Strona główna
Strona główna
Opowieści
Opowieści
Dobre rady
Dobre rady
Galeria
Galeria
Recenzje sprzętu
Recenzje sprzętu
Konkurs
Konkurs!
Odsyłacze
Odsyłacze
Kontakt
Kontakt
Szukaj
Droga przez malarię
Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

Podróż, którą chcę opisać, nieco różni się od zwykłych podróży. Choć miała jasny początek, to jej koniec rysował się raczej w ciemnych barwach. Chcę opisać drogę, jaką przebyłem w czasie malarii. Może ktoś powiedzieć - po co taka relacja? Długo się nad tym zastawiałem - czy i po co to opisywać. Ano z dwóch powodów. Po pierwsze, żeby dać innym kilka wskazówek, jak uniknąć tej choroby. A po drugie, i chyba najważniejsze, aby podziękować wszystkim, którzy mi wtedy pomogli. Zwłaszcza tym, którzy oddali kawałek siebie. Oddali dla mnie swoją krew. Dziękuje Wam!

Droga do krainy Plasmodium zaczęła się dla mnie na granicy Kenii i Tanzanii. W mieście Taveta, w którym nocowałem w czasie drogi na Kilimandżaro (http://markowy.net/text/afryka/artykili.html). Właściwie nie jestem do końca pewien, czy to właśnie tam było, ale wszystko wskazuje na to, że jednak tak. Nocowaliśmy we czwórkę w jednym hotelu, po dwie osoby w pokoju. Tak się złożyło, że jedna dwójka zachorowała, a druga nie. Nad łóżkami były moskitiery, ale niezbyt szczelne. Nie uchroniły nas przed atakiem komarów. Nie uchroniły nas też tabletki antymalaryczne - Arechin. Są dosyć słabe i wiele gatunków komarów jest na nie uodpornione. Dla nas miały jednak ważną zaletę: były o wiele tańsze niż inne, bardziej polecane leki. I tu pierwsza rada: na tabletkach nie można oszczędzać.

Zatem pierwszy krok został zrobiony, nosiłem w sobie zalążki choroby. Choroby bardzo sprytnej. Nie uderzyła od razu, poczekała, aż organizm będzie bardziej zmęczony, mniej odporny. Pierwsze objawy zauważyłem dopiero po 10 dniach, w autobusie zmierzającym do Nairobi. Czułem się wtedy jak podczas grypy. Bóle mięśni, bóle brzucha, lekka gorączka. Wziąłem te objawy za zmęczenie podróżą, nie myślałem o nich zbyt poważnie. Liczyłem, że po nocy spędzonej w hotelu wszystko minie. Niestety, myliłem się. Oto co zapisałem następnego dnia: "...Marek pojawił się około 4 rano. Z tego, co mówił, wychodzi, że włóczył się po knajpach. No nieźle. Mierzę temperaturę, mam 39,7. Marek też coś koło tego. Trafił nas chyba jakiś wirus. Leżymy więc cały dzień i zdychamy. Nie wiemy, co nas dopadło, ale profilaktycznie zaczynamy brać antybiotyk. Mam nadzieję, że to nie malaria."

Druga rada: korzystać z pomocy miejscowego lekarza. Objawy choroby - przede wszystkim gorączka - dobitnie wskazywały na malarię. My jednak zwlekaliśmy z wizytą u miejscowego lekarza. Niepotrzebnie. Gdybyśmy poszli, dostalibyśmy lek przeciwmalaryczny i byłoby po sprawie. A tak tylko "uciszyliśmy" chorobę, która przygotowywała już swój wielki powrót. Kolejne dni w Afryce minęły nam spokojnie. Zapomnieliśmy o problemach z chorobą w obliczu atrakcji oferowanych przez Czarny Ląd.

Kolejna odsłona choroby nastąpiła po powrocie do Polski. Od zarażenia minęło 20 dni. Już w pociągu, którym wracałem z lotniska, miałem objawy podobne do grypy. Organizm, osłabiony podróżą i zmianą klimatu, nie miał siły się bronić. Gorączka rosła z dnia na dzień, a ja coraz szybciej kroczyłem malaryczną trasą. Wezwany lekarz pogotowia niewiele pomógł. Radził zimne okłady i przepisał środki na zbicie gorączki. Sytuacja zaczynała wyglądać coraz poważniej. Ostatnią trzeźwą myślą był wyjazd do Gdańska, do Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej, czyli do najbliższego lekarza znającego się na chorobach tropikalnych. I tu kolejna rada: po powrocie z podróży, w razie problemów ze zdrowiem, porady należy szukać u lekarza medycyny tropikalnej. On, dzięki swojej specjalizacji, szybciej zdiagnozuje jakąś egzotyczną chorobę.

Na izbie przyjęć zdarzenia potoczyły się szybko. Razem z kolegą odczekaliśmy swoje w kolejce, ale po wizycie zostaliśmy od razu położeni na oddziale i nie pozwolono nam już nigdzie chodzić. Jak się później dowiedziałem, ilość zarazków malarii, jaką w sobie nosiłem, czterokrotnie przekraczała normę. Już nie szedłem, a biegłem po drodze przez malarię. Najgorsze było to, że droga ta stawała się coraz bardziej wąska i bez wyjścia. Trafiłem pod respirator. I tu mógłby być koniec tej opowieści...

 1 2 
Następna strona

Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

O tych krajach: Afryka dla początkujących - Północna Tanzania i Zanzibar 2005 Afryka Wschodnia Ostatnie wielkie safari XX wieku   Pozostałe...
Tego autora: 25 godzin, 24 minuty, 23 sekundy w Helsinkach Skandynawia. Trzy zdjęcia, których nie udało się zrobić Bliskie spotkanie z Kilimandżaro   Pozostałe...

Opracowanie: Marek Słowiński

Autor zaprasza na stronę: http://www.markowy.net
Bardzo chętnie zamieścimy Państwa "dobre rady".
Wszystkie "rady" i uwagi prosimy kierować pod naszym adresem.
redakcja@tramp.travel.pl
Ostatnie uaktualnienie: 2005-01-24