Strona główna
Strona główna
Opowieści
Opowieści
Dobre rady
Dobre rady
Galeria
Galeria
Recenzje sprzętu
Recenzje sprzętu
Konkurs
Konkurs!
Odsyłacze
Odsyłacze
Kontakt
Kontakt
Szukaj
Napal się na Nepal
Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

Patan - Pałac Królewski. Dziedziniec Mul Chowk z rzeźbami przedstawiającymi Jamunę i Ganges
Zwiedzanie zabytków doliny Kathmandu może zająć wiele dni. Ja jednak miałam ich tylko trzy. Ostatni dzień pobytu w dolinie poświęciliśmy na zwiedzanie Patanu, Bhaktapuru i Pashupatinath. Są to miejsca pełne wspaniałych religijnych i świeckich zabytków. Patan leży bardzo blisko Kathmandu, tylko 5 km. Głównym miejscem w Patanie jest Durbar Square i stojący przy nim Pałac Królewski. Stojąc na jego dziedzińcu, czuje się niepowtarzalny nastrój, przypominający czasy panowania dynastii Malów. Na dziedzińcu tym, zwanym Mul Chowk, można podziwiać niesamowity kunszt nepalskich rzeźbiarzy. Ich dziełem są pięknie rzeźbione drzwi i okna oraz rzeźby przedstawiające Jamunę i Ganges.

Kolejnym niesamowitym miastem w dolinie Kathmandu jest Bhaktapur, zwany również miastem ryżu. Ryż spokojnie suszy się tutaj na ulicach, wśród zabytków pochodzących z XVII wieku.

Dwaj święci mężowie w Pashupatinath
Następnym miejscem, którego nie można pominąć, zwiedzając dolinę Kathmandu, jest Pashupatinath nad rzeką Bagmati - kolejną świętą rzeką hinduizmu. Bagmati jest rzeką świętą, ponieważ jest dopływem Gangesu. Odbywają się tutaj, tak jak nad Gangesem, kremacje zwłok. Pashupatinath jest dla hinduistów miejscem świętym również z innego powodu. Znajduje się tutaj świątynia Sziwy. Do świątyni mogą wejść tylko wyznawcy hinduizmu. My podziwialiśmy złoty dach świątyni, stojąc po drugiej stronie rzeki, ale za to w towarzystwie świętych mężów. Święci mężowie na pożegnanie, za niewielką opłatą, pomachali nam ręką.

Potem pojechaliśmy do Pokhary. Dopiero tam poczułam, że jestem w Himalajach. Dopiero tam było widać góry. Przywitała nas biała sylwetka Machhapuchhare.

Nareszcie zbliża się moment długo oczekiwany. Szykujemy się do wyjścia w góry. Czeka nas mały trekking pod Annapurną. Zaopatrujemy się więc w Trekking Permit, który na ten rejon Himalajów wydaje Immigration Office w Pokharze. Pakujemy plecaki i ruszamy.

Do miejscowości Birethanti (1100 m) dojechaliśmy autobusem. Był piękny, słoneczny dzień. Wyruszyliśmy około godz. 10.00.

Naszym celem jest wioska Ulleri (2070 m). Tam mamy nocować. Droga prowadzi w górę, przechodzimy przez pierwszy wiszący most. Most jest bardzo solidny. Z okazji trwającego właśnie festiwalu przyozdobiono go kwiatami aksamitek. Jest bardzo gorąco. W południe odpoczywamy, popijając pierwszą w czasie tej wędrówki filiżankę hot lemon, czyli gorącą wodę z cukrem i sokiem z limonek (12 rupii nepalskich). Było to bardzo dobre. Na każdym postoju w czasie naszej wędrówki fundowaliśmy sobie filiżankę hot lemon. Cena za jedną filiżankę rosła, w miarę gdy podchodziliśmy wyżej.

Ghorapani - hotel
Noclegi to osobny rozdział opowieści. Górskie hotele to przeważnie kamienne domy z kuchnią, jadalnią i celami do spania, w których stoją dwa lub trzy łóżka. W nocy jest zimno, ale można dostać koc, pod którym śpi cały świat. Oczywiście trzeba mieć też własny śpiwór. Nocleg w takim hotelu kosztuje 50 rupii nepalskich, czyli około 1 dolara.

Następnego dnia wstajemy rano. Dziś czeka nas przejście do Ghorapani (2925 m). Oczywiście, cały ten odcinek z Birethanti do Ghorapani można przejść w ciągu jednego dnia, jak podaje w swoim przewodniku po Nepalu Pan Janusz Kurczab, ale my wyrwani z mazowieckiej równiny trochę chyba za bardzo oszczędzaliśmy nasze siły. Chciałabym w tym miejscu polecić wszystkim ten przewodnik (Janusz Kurczab "Nepal - przewodnik trekkingowy", wydawnictwo EXPLO 1993). Właśnie on towarzyszył mi na trasie w górach i korzystam z niego teraz, opisując trasę, nazwy miejscowości i wysokości, na których się znajdują.

Droga z Ulleri do Ghorapani. W oddali masyw Annapurny Południowej
Trasa z Ulleri do Ghorapani prowadzi najpierw spokojną ścieżką wśród tarasowych pól. W oddali widok na biały masyw Annapurny Południowej. Ale ten widok szybko się kończy. Wchodzimy w rododendronową dżunglę. Wyobrażam sobie, jak tu jest pięknie na wiosnę, gdy te ogromne drzewa zakwitną.

Do Ghorapani dochodzimy w południe. Meldujemy się na posterunku policji. Wania jest piękny. Wania to według Grety każdy facet. Wania siedzi w ciemnej kamiennej celi i uśmiecha się. To jest pocieszające. Wania sprawdza, czy mamy Trekking Permit. Wpisujemy się do wielkiej księgi. Musimy to zrobić sami, bo Wania nie ma długopisu i chyba nie lubi tej pisaniny. Zresztą, kto by tam chciał pisać takie trudne słowa jak Warszawa lub nazwiska, takie jak Grzegorz Brzęczyszczykiewicz.


Do początku

Poprzednia strona
 1 2 3 4 5 
Następna strona

Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

O tych krajach: Zobaczyć Nepal Nepalska przygoda Twarze Nepalu   Pozostałe...
Tych autorów: Opowiadanie o drogach przez Alaskę Kultowa strona świata

Tekst: Joanna Gaczyńska
Zdjęcia: Joanna Gaczyńska, Anna Gasek, Agnieszka Oprządek, Piotr Krawczyk, Grzegorz Sitek
Bardzo chętnie zamieścimy Państwa opowieść.
Wszystkie opowieści i uwagi prosimy kierować pod naszym adresem.
redakcja@tramp.travel.pl
Ostatnie uaktualnienie: 1998-07-01