Strona główna
Strona główna
Opowieści
Opowieści
Dobre rady
Dobre rady
Galeria
Galeria
Recenzje sprzętu
Recenzje sprzętu
Konkurs
Konkurs!
Odsyłacze
Odsyłacze
Kontakt
Kontakt
Szukaj
Mój malijski przewodnik
Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

Jednym z niekwestionowanych osiągnięć współczesnej cywilizacji jest uznanie wszystkich ludzi za równych bez względu na kolor skóry, wyznawaną religię czy miejsce, w którym się wychowali. Polacy są narodem tradycyjnie tolerancyjnym, więc ta polityczna poprawność przychodzi nam zwykle bez trudu. Z drugiej strony problem tolerancji ma charakter raczej teoretyczny, gdyż w naszym kraju "innych" jest stosunkowo niewielu. Mogę więc, tak jak zapewne wielu moich rodaków, z zupełnie czystym sumieniem mówić, że muzułmanie, Murzyni, Arabowie nie wzbudzają we mnie absolutnie żadnych szczególnych emocji, a już na pewno emocji negatywnych. Pojawia się jednak pytanie, na ile jestem gotów zaoferować przyjaźń osobie należącej do grupy, której z pewnością nie chcielibyśmy dyskryminować. Bądźmy szczerzy, w każdym z nas gdzieś głęboko kryje się strach przed obcym, nieznanym. Może jednak, mimo wszystko, istnieje jakiś uniwersalny kod etyczny, który pozwala odróżnić kogoś godnego zaufania i przyjaźni, niezależnie od tego, gdzie się urodził i wychował, w co wierzy i jaki ma kolor skóry? Niezależnie od tego, jakie odebrał wykształcenie? Przyznaję się, zdarzało mi się w to wątpić. Podróż do Mali, a szczególnie spotkanie z Alexem, zmieniły diametralnie mój pogląd.

Do Bamako, stolicy Mali, dotarliśmy o drugiej w nocy. Wrażenie pierwszych godzin spędzonych w tym mieści nałożyło się na świeże jeszcze wspomnienie kilkudniowego pobytu w Dakarze. Byliśmy pełni rezerwy do wszystkich otaczających nas osób. Liczne zaczepki kojarzyły nam się wyłącznie z próbą wyłudzenia pieniędzy przy pomocy niezwykle wyrafinowanych metod lub w najlepszym razie z próbą sprzedaży wszelkiego rodzaju dóbr i usług - zwykle kilkakrotnie za drogich i zupełnie niepotrzebnych. Przygnębiające wrażenie zwielokrotnił jeszcze klaustrofobiczny pokój hotelowy, który bardziej przypominał znane z amerykańskich filmów cele więzienia w Alcatraz niż komfortowe miejsce wypoczynku, o którym wspominał nasz przewodnik.

Rano postanowiliśmy udać się na poszukiwanie miejsca, gdzie można by zjeść śniadanie bez ryzyka poważnego zatrucia lub też nadmiernego uszczuplenia zasobów naszych kieszeni. Natychmiast po opuszczeniu recepcji zostaliśmy otoczeni przez grupkę miejscowych. Poprzedniego wieczoru musieliśmy nieostrożnie przyznać się któremuś z nieustannie krążących wokół recepcji chłopców, że zamierzamy poszukać przewodnika, który oprowadzi nas po kraju Dogonów. Jeden z Murzynów mignął nam przed oczami jakąś legitymacją i sprawnym jak na malijskie realia angielskim wyjaśnił, że on właśnie jest przewodnikiem i że do tego sam jest Dogonem i w związku z tym z przyjemnością zaoferuje nam swoje usługi. Sposób, w jaki poznaliśmy Alexa (to on właśnie był tym przewodnikiem), przywoływał na myśl jak najgorsze skojarzenia. Nieco jednak uspokojeni urzędową legitymacją, wychodząc z założenia, że od czegoś trzeba zacząć, postanowiliśmy dać mu szansę, obiecując sobie jednocześnie zachowanie dużej ostrożności. Opowieści Alexa brzmiały równie zachwycająco jak większość obietnic składanych przez Murzynów w tej części Afryki. Po negocjacjach uzyskaliśmy jednak atrakcyjną cenę i propozycję zawarcia formalnej, pisemnej umowy, a bliższe oględziny legitymacji oraz referencji napisanych przez osoby z całego świata pomogły nam przełamać obawy. Podjęliśmy więc ryzyko - zwłaszcza że na razie nie było mowy o jakiejkolwiek zaliczce. W chwilę po zawarciu umowy Alex zaproponował nam przeniesienie się do zupełnie innego lokum, które - pomimo że było dwukrotnie tańsze - oferowało znacznie lepsze warunki. Możliwość zaoszczędzenia pieniędzy i równocześnie skorzystania z bardzo przyzwoitej, jak na afrykańskie standardy, łazienki była nam bardzo na rękę. Alex zaczął zyskiwać w naszych oczach.

 1 2 3 4 
Następna strona

Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

O tych krajach: Spotkania z Afryką Pistą do Timbuktu Mali - miejsca
Tego autora: Mali - miejsca

Opracowanie: Michał Chodakowski

Autor zaprasza na stronę: http://www.pretor.pl/michal
Bardzo chętnie zamieścimy Państwa opowieść.
Wszystkie opowieści i uwagi prosimy kierować pod naszym adresem.
redakcja@tramp.travel.pl
Ostatnie uaktualnienie: 1999-08-01