Strona główna
Strona główna
Opowieści
Opowieści
Dobre rady
Dobre rady
Galeria
Galeria
Recenzje sprzętu
Recenzje sprzętu
Konkurs
Konkurs!
Odsyłacze
Odsyłacze
Kontakt
Kontakt
Szukaj
7 dni w Tybecie, czyli jeepem przez Himalaje
Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

Plan miałem prosty: wylądować w Lhasie, przebić się na wschód przez Tybet, a potem zwiedzić południowo-zachodnie Chiny, aż do Hongkongu. Tylko jak dolecieć do Lhasy? Leszek, znajomy obieżyświat, poradził mi - leć do Katmandu, a stamtąd dostaniesz się do Tybetu. Po pierwsze - Nepal jest genialny, po drugie, przejazd jeepem przez Tybet to przeżycie z gatunku niebywałych! Ponad tysiąc kilometrów przygody, bajecznych krajobrazów, niesamowitych ludzi, przeogromnych przestrzeni i niebiańskiego spokoju. I wyczerpany do cna limit filmów, który miał starczyć na całą wyprawę!


Granica

Nepalskim turystycznym autobusem podrzucono naszą ósemkę pod szlaban graniczny, informując, że po stronie chińskiej (tybetańskiej) w Zhangmu (2500 m n.p.m.) czekają na nas dwa landcrusiery. Przekraczamy Most Przyjaźni, gdzie przy stoliku na otwartym powietrzu siedzi nadęty, wygalowany jak na pochód funkcjonariusz służb granicznych. Traktujący wszystko dość lekko Nepalczycy dali nam listę biura turystycznego, gdzie na niewyraźnym ksero widniałem jako: Jerzy, Poland. Niezupełnie to samo miałem w paszporcie. Chińczyk ze trzy razy oglądał moje dokumenty. Wyjść z kolejki! Stoję. Przychodzi drugi oficer, odkładają papiery na bok, gdzieś dzwonią. Stoję. Wszyscy już poszli parę metrów dalej, zaraz też dopadli ich cinkciarze. Ja - nic. W końcu jednak urzędnik pozwolił mi wejść do królestwa feng shui.

Wymieniamy kilkadziesiąt dolarów na yuany i ...bezradnie patrzymy na górę z właściwym przejściem granicznym, na którą wspina się stromymi serpentynami szutrowa, sucha jak pieprz droga. Do celu jest kilka kilometrów. Dogadujemy się z kierowcą ciężarówki, ładujemy plecaki na pakę i niemiłosiernie zakurzeni (szybkie zdjęcia i pakuję aparat i obiektywy do worków nylonowych) docieramy po karkołomnej jeździe pod błyszczący chromami i marmurami pałac. Chińskie flagi i potężne złote litery na czerwonym tle wkute w skałę wiszą nad naszymi głowami. Jedna bramka, formularz. Druga bramka, formularz. Trzecia bramka i znów formularz. Koniec budynku, koniec asfaltu, koniec gali. Kurz, bród i ubóstwo. Chino-Tybet. Za to więcej płacą za dolara. I to ci sami Chińczycy, którzy skubnęli nas na dole! Szybka azjatycka szkoła handlu.

 1 2 3 4 
Następna strona

Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

O tych krajach: Azja - relacja Chińczycy podpatrywani z roweru Warto się zorientować   Pozostałe...
Tego autora: Tybet

Opracowanie: Jerzy Pawleta

Autor zaprasza na stronę: http://www.jpfoto.art.pl
Bardzo chętnie zamieścimy Państwa opowieść.
Wszystkie opowieści i uwagi prosimy kierować pod naszym adresem.
redakcja@tramp.travel.pl
Ostatnie uaktualnienie: 2003-08-12