Strona główna
Strona główna
Opowieści
Opowieści
Dobre rady
Dobre rady
Galeria
Galeria
Recenzje sprzętu
Recenzje sprzętu
Konkurs
Konkurs!
Odsyłacze
Odsyłacze
Kontakt
Kontakt
Szukaj
Elbrus - zmiana klimatu
Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

Autorka na szczycie
Siedzę sobie na śniegu. Z boku kawałek skały z wyrytym jakimś napisem, metalowa tablica jakby niepotrzebna. Próbuję nie zwracać uwagi na silne podmuchy wiatru. Dla świętego spokoju wbijam nawet czekan - tyle o ile pomaga w zachowaniu pionowej pozycji. Szorując tyłkiem obracam się wokół jego osi. Nie mogę się zdecydować. W końcu mój wzrok skupia się na imponującej ścianie szczytów. Kilka z nich wyróżnia się strzelistością, no i wysokością. Dwa jakby się do siebie przytuliły. Wszystkie piękne, surowe za sprawą barw - tylko szarość skał, biel śniegu. Nieco na lewo widzę znajomy już lodowiec, zwany przez tutejszych Siódemką. Ciekawe która to Ushba? Aaa... chyba już wiem. Gdzieś tam jest też Shkhelda, bliżej, Shkhara, Dykhtay... Obracam się o 180 stopni i żałuję, że nie studiowałam atlasu przed wyjazdem. Takich formacji w życiu nie widziałam. Patrzę na nie z góry, więc wyglądają jakby trochę spłaszczone, "osnute mchem" w kolorach od spalonej rudości, brązu w wielu tonacjach, po zupełnie butelkową zieleń. Zero śniegu. Są czymś nierealnym, miękkim. Całość sprawia wrażenie labiryntu pociętego kanałami. Wygląda to tak, jakby niesamowita siła wyżłobiła sobie drogę w ziemi, tworząc korytarze, które momentami są równe - wręcz symetryczne. To, co zostawiła w spokoju, wystaje powyżej i ma dziwne jak na góry kształty. Nie, to nie tak! Poddaję się! Wrażenie jest... nie do opisania słowami. By to zobaczyć, po prostu trzeba wejść na Elbrus!

Wysokość ponad 5600 m gwarantuje niezapomniane widoki. Elbrus góruje nad wszystkim co wkoło i choć sam nie grzeszy urodą, to można mu to spokojnie wybaczyć, szczególnie gdy tak jak nam dopisze słoneczna pogoda przy wejściu.

No właśnie - wejście. Przy ograniczonym czasie lub chęci do tuptania można wjechać kolejką na wysokość około 3800 m. Dwa etapy w wagoniku (wygląda strasznie i tak też się telepie) i trzeci na krzesełku. Nie ma czasu na podziwianie widoków - trzeba bowiem modlić się, by nic się nie urwało. Sprawiedliwie dodam, że niekoniecznie dlatego, że to "ruskie" urządzenia. Ja w ogóle nie znajduję przyjemności w korzystaniu z tego typu środków lokomocji (w końcu we Włoszech też spadają, choć z innego powodu - samoloty latają za nisko...).

Stary i nowy Priut
Ostatnia stacja kolejki to Garabashy, tzw. boczki, czyli autentyczne beczki, podobno po paliwie rakietowym. Ustawione w równym rzędzie, w pozycji horyzontalnej oczywiście, a przeznaczone na nocleg dla potrzebujących. Całość wygląda mało zachęcająco. Widoku dopełnia budynek kolejki, w którym spotkać można kogoś ze służb ratowniczych (rosyjski GOPR=KSS) i metalowy hangar mieszczący ratraki. Tak, tak - dalej też można się przejechać i w ogóle nie męcząc się znaleźć się bardzo wysoko. Podobno to (czyt. ratrak) potrafi wjechać niemal na szczyt! Nie widziałam takiego podjazdu, ale już wierzę, że w Rosji wszystko jest możliwe. Dalej utarty - tzn. utarty był, gdy i my tam byliśmy - przez wspomniane ratraki szlak prowadzi w górę, gdzie na wysokości około 4200 m po lewej stronie pojawia się "zjawisko" w postaci spalonego Priut. To najwyżej położone schronisko w Kaukazie. Wygląda żałośnie, szczególnie gdy podejdzie się bliżej, a to za sprawą syfu jaki tam panuje (tego nie będę opisywać). Kiedyś musiał wyglądać ok - niebieski, owalny, w kształcie łodzi. Warto jednak nieco zboczyć z trasy. Powyżej tego, co zostało - obserwując pamiątkowe tablice umieszczone na niewielkiej skale - można nabrać respektu dla miejsca, w którym się znalazło. Zostało tam wielu często bardzo młodych ludzi - oczywiście mowa głównie, o ile nie jedynie, o Rosjanach. Budynek, który jest poniżej doczekał się już nowego dachu, roboty trwają... i jeszcze potrwają, sądząc po ruchach jedynego pana, którego tam wdziałam, zajętego oglądaniem desek - nie, to nie był turysta, który szykował się do wieczornego ogniska!

Niewiele wyżej, niemal w linii prostej niespodzianka! Drewniana "skrzynka" - czyt. zastępnik schroniska. Pewien kierowca karetki pogotowia i stomatolog postanowili zrobić interes. Pożyczyli 500 USD i postawili schron dla około 15 osób. Mieliśmy przyjemność (alternatywa to namiot) przeczekać w nim kaprysy pogody. Wiało i sypało okrutnie przez ponad dobę, a my umilaliśmy sobie czas m.in. polską grą w rosyjskie karty. Nocleg kosztował każdego z nas 100 rubli, w ramach których mogliśmy skorzystać z kuchenki gazowej (takiej prawdziwej z czterema palnikami). Miesiąc później płacić trzeba było już w dolarach.

 1 2 3 
Następna strona

Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

O tych krajach: Pod syberyjskim słońcem Azja - relacja Autostopem przez Rosję   Pozostałe...

Opracowanie: Anita Marciniak
Bardzo chętnie zamieścimy Państwa opowieść.
Wszystkie opowieści i uwagi prosimy kierować pod naszym adresem.
redakcja@tramp.travel.pl
Ostatnie uaktualnienie: 2001-04-01