Strona główna
Strona główna
Opowieści
Opowieści
Dobre rady
Dobre rady
Galeria
Galeria
Recenzje sprzętu
Recenzje sprzętu
Konkurs
Konkurs!
Odsyłacze
Odsyłacze
Kontakt
Kontakt
Szukaj
Marokańska pustynia - po raz pierwszy
Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku


Taksówką na pustynię

W tym czasie plac, dotąd pusty, zapełnia się różnymi taksówkami. Wokół unosi się pył i kurz, my mamy już trochę dość. Wreszcie nasza taksówka, całe szczęście, bo wokół coraz głośniej i coraz goręcej. Poupychani przyklejamy się do plastikowych siedzeń, gdy zaczynają się problemy. Znajomy ze sklepu chce więcej pieniędzy, niż było wcześniej umówione. Nie ruszamy się. Jedyne, co można wówczas zrobić, to upierać się przy swoim, nie reagować na groźne pokrzykiwania. To gra nerwów. Nie zapłacimy więcej, więc każą nam wysiąść, nasze plecaki lądują obok samochodu. Stanowczość tu zawsze w cenie, w końcu to kraj mężczyzn. Tym razem naganiacz daje za wygraną, nic mu już po nas. Nie jest jednak tak źle - kierowca po chwili proponuje nową cenę i... jedziemy!

Nasza taksówka to toyota minibus mieszcząca więcej osób, niż można to sobie wyobrazić. Po drodze zabieramy jeszcze kilku pasażerów, którzy zajmują ostatnie wolne miejsca - na dachu. Do Merzougi, osady tuż przy najsłynniejszym w Maroku ergu (czyli wielkiej pustynnej wydmie) jedzie się w skwarze trochę ponad godzinę. Za szybą pustynia kamienista, nie widać żadnej drogi. Oprócz gorąca - powyżej 50 stopni, w samochodzie z zamkniętymi oknami jeszcze gorzej - tumany kurzu.

W połowie drogi samochód nagle zatrzymuje się. Wysiada człowiek w białej dżelabie z małą walizką w ręku. Dookoła pusto, nic tylko my i pustynia . I ten człowiek, który już się oddala, Bóg wie dokąd. Wreszcie dojeżdżamy. Z Merzougi wyraźnie widać najbliższe ergi: tu, w Maroku, Sahara nie jest złocista, ale pomarańczowo-łososiowa. Kierowca nie dowiezie nas na kemping w pobliże osady. Nie i koniec. Na szczęście nie mamy daleko, zresztą już jest chętny, który nas tam zaprowadzi.


Kemping na Saharze

Na miejsce idzie się na skróty. Kemping koło Merzougi to otoczony niskim murkiem skrawek twardej i spękanej ziemi, kilka krzaków dających mizerny cień - i tak na nic, gdy zacznie wiać gorący wiatr znad pustyni - chata i cztery niewielkie palmy po środku. I niespodzianka - prysznic (cha, cha - jedyny gorący, z jakiego dane nam było skorzystać!) ...ze słoną wodą. "Tu się leży w ciągu dnia. Wieczorem będzie muzyka, będziemy grać" - to jeden z mieszkańców kempingu. Żar. Idziemy pod prysznic. Bucha upalne, gęste powietrze. Potem znów każdy na swoją leżankę w chacie. Przez chwilę jakby chłodniej.


Do początku

Poprzednia strona
 1 2 3 
Następna strona

Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku

O tych krajach: Expedycja Mahrab Maroko - wrota Afryki Maroko   Pozostałe...
Tej autorki: Grecja biało-niebieska Klasztory Meteory

Opracowanie: Marta Danowska
Bardzo chętnie zamieścimy Państwa opowieść.
Wszystkie opowieści i uwagi prosimy kierować pod naszym adresem.
redakcja@tramp.travel.pl
Ostatnie uaktualnienie: 1998-01-01